Każdy z nas ma swojego niezdobytego Graala. I dobrze. Ale który moment jest lepszy? Czy wspanialsze są ekscytujące czasy dążenia do zdobycia naszego skarbu, czy może bardziej docenimy chwilę, gdy dojrzałość podnosi kurtynę i bezbronnie ale i z ulgą stajemy na wprost naszych myśli: czy nasze wyzwania są wykonalne, czy Graal istnieje?

Moim marzeniem była od zawsze niezależność. Absolutna. Każdy rozumie ją na swój sposób. Dla jednych jest nią uwolnienie się od toksycznych relacji z rodzicami, partnerem, dla innych zdobycie wymarzonego zajęcia, pracy lub … pozbycie się jej.

Ja pojmowałam wolność głównie jako władzę, zarządzanie i kontrolę nad swoim czasem. Każda inna opcja zawsze sprawiała mi dotkliwy, wewnętrzny ból. Uziemienie. Myślę, że wielu z nas, a zwłaszcza matki w trudnych, niestandardowych sytuacjach, albo pracownicy m.in. korporacji ma za sobą doświadczenia, w których nie tylko nie można być panem swoich czynów, ale i nawet myśli (!), gdy zniewolony mózg jest ustawicznie angażowany w nie to, co by chciał. Pragnęłam być wolna, od wszystkiego. Nawet nie będąc do końca świadoma znaczenia tego marzenia, bardzo szybko pokonywałam kolejne stopnie niezależności. Tylko co z tego? Im szybciej wspinałam się po schodach, tym bardziej zdawały się nie mieć końca! Wreszcie uświadomiłam sobie, że mój Graal nie istnieje. Odkryłam, że to Hydra. Odcinając jedną głowę, w jej miejsce wyrastały trzy kolejne. Goniłam za złudzeniem.

Zawsze będziemy od czegoś zależni. Żaden sukces czy to w życiu rodzinnym, czy w interesach nigdy nie zagwarantuje nam spokoju. W każdej dziedzinie zmuszeni jesteśmy do rozwoju i relacji z otoczeniem. Nikt nie jest nietykalny. Dobrze prosperującemu biznesowi grozi konkurencja, zawirowania rynkowe, największemu okazowi zdrowia choroba, a miłości kryzys. Wówczas docenimy … zależność. Docenimy rodzinę, docenimy przyjaciół, docenimy bliskich, docenimy mnóstwo najróżniejszych osób, które nierzadko bezinteresownie nas wpierają i z wdzięcznością poczujemy ich obecność w naszym życiu.

Już nie chcę niezależności. Zbyt wiele czasu zajęło mi zrozumienie, iż zamiast uciekać od nieuchronnego zjawiska naczyń połączonych dużo łatwiej osiągnę szczęście i ulgę poddając się mu i integrując z rzeczywistością.

Cudownie jest doświadczać zależności: przynależności, opieki, troski, miłości i poczucia bezpieczeństwa.