Kochani! Święta powoli dobiegają końca, ale nastrój świąteczny jeszcze nie opadł, jesteśmy nim na wskroś przesiąknięci i wciąż cudownie trwa. Wszak nie rzucimy się tak od razu do rozbierania choinki i nie odetniemy od wszechobecnych kolęd. Musimy jeszcze pobyć z bliskimi, nacieszyć się prezentami no i dojeść tak pieczołowicie przyrządzone potrawy. Uff!!! Mnie nadto czeka wyleczenie się z doznanych w kuchennej gorączce obrażeń. Przy lepieniu setnego uszka w moich oczach dojrzelibyście rządzę mordu… Tak. Amok! Przedświąteczny amok. W sklepach tyleż życzliwych spojrzeń co i kuksańców, oczywiście „niechcąco” oberwanych w kolejkach od tych o mniej stalowych nerwach. Jak co roku wszyscy śmiejemy się z tego tak samo, no i wszyscy mamy tak samo. Kontrast śmiertelnego zmęczenia i wariactwa z następującym po nim spokojem i odpoczynkiem. Co ja powiedziałam? Wszyscy? Otóż nie wszyscy! Czasem mijamy się z ludźmi smutnymi, samotnymi, spotykamy też prawdziwych Grinch-ów i Scrooge-ów (!!!). Czy naprawdę pragną nimi być? Czy to ich świadomy wybór? Przecież te bajki dobrze się kończą. Wyciągnijmy do nich rękę, gdyż naprawdę istnieją. I nie potrzebują naszego współczucia tylko nas samych! Dodatkowe nakrycie stołu to nie tylko tradycja. To odruch serca, który może trwać cały rok.