Cóż to jest Akcja – Wegetacja? Otóż zdradzam Wam właśnie, Kochani, sposób mojego funkcjonowania, cyklicznie skrajnie różny. Jednak zapewniam, że w tym szaleństwie jest metoda. Od czego, Mili, zaczniemy? Wegetacja… wbrew pozorom pernamentny odlot, stan ustawicznego zamyślenia. Co wtedy się przydarza? Mniej drastyczne incydenty to wzięcie prysznica w ubraniu. Wyjście zimą o godzinie dziewiętnastej do pracy, po uprzedniej drzemce. Zaznaczam, że takie luksusy jak spanko po południu tylko w czasach panieńskich. Włam (Niejednokrotny! Kluczyki pasowały!!!) do sąsiedniego auta. Z takiego zdarzenia tłumaczy mnie tylko ta sama marka i kolor, jednak moja reakcja, cokolwiek opóźniona, gdy siedzę w obcym samochodzie, alarm drze się w niebogłosy, a ja się jeszcze tępo zastanawiam, co u licha nie pasuje?! To nic! Mam też na koncie atak na cudze mieszkanie! Pomyliłam piętra. Z totalnego zamroczenia nie były mnie w stanie wybić nawet obce drzwi. Zatrzaśniecie kluczyków w samochodzie… Hmm, bywało, że serdecznie przywitałam się na korytarzu poradni z Panią logopedą, do której przyprowadziłam dziecko i potem zamiast się udać do sali powędrowałam do domu. Dzisiaj z kolei zaprowadziłam syna o godzinę za wcześnie, co było inspiracją dla napisania tego tekstu. Notoryczne solenie kawy, herbaty tak powtarzalne, że już banał. Wsadzanie chleba, czy też innych przypadkowych przedmiotów do lodówki. Och mężu! Jeszcze teraz gorąco mnie oblewa, gdy wspominam jak zapomniałam otworzyć bramy wjazdowej i łupnęłam w nią autem. Ile razy moje dzieci z zachwytem cieszyły się z sytuacji, gdy mama zawiozła je do szkoły i … zapomniała wysadzić. Z powrotem odtransportowała je do domu!!! Można by wymieniać bez końca. Te drastyczne przypadki?! Chyba Wam oszczędzę. W grę wchodzą wszelakiego typu ostrza, kontuzje, rany i blizny na całym ciele. Zrobiło się już groźnie. Pytanie jak taki osobnik jak ja radzi sobie i egzystuje w tym trudnym życiu. Sama siebie podziwiam. Ratuje mnie Akcja i to jest stan dla mnie przyjemniejszy, zatem do niego przejdźmy. Jakie zjawiska wtedy we mnie zachodzą? Prę naprzód jak burza. Oświadczam uroczyście szefowi, nie bacząc zupełnie na wymalowane na jego twarzy zaskoczenie zmieszane z przerażeniem i zdziwieniem, że p o w y m i a t a m w s z y s t k i c h s a m c ó w. I więcej! Czynię, co obiecałam. Prowadzę biznesowe rozmowy i bez mrugnięcia okiem z zimną krwią osiągam wyniki. Kiedy jeszcze doświadczam akcji? Przed każdym życiowym zadaniem, które popędza mnie naprzód i zuchwale ignoruję przeszkody. Jakoś udaje mi się zwycięsko wyłonić z takiego chaosu. Przedstawiam Wam siebie: mix skrajnej i patologicznej nieśmiałości z przebojowością. Jak to w ogóle jest możliwe? Jakim cudem taka jednostka jak ja ma szansę egzystować we współczesnym i wymagającym świecie?!