Co jest gorsze od piekła? Pustka. Czarna dziura, o tyle podstępna i zdradziecka, że nie zauważamy nawet, kiedy się w niej znaleźliśmy. Wiadomo, w życiu nie ma lekko, każdy ma swój krzyż. Zdarza, się, że zwyciężając raz po raz kolejne bitwy, jesteśmy zbyt zaabsorbowani walką by odkryć, że też ponieśliśmy rany. Opowiem Wam o tym jak się zgubiłam. Najpierw zaczęło znikać moje ciało, z tygodnia na tydzień. Zawsze byłam szczupła, jednak gdy zaczęłam chudnąć szczupłość zamieniła się w rachityczną chudość. Wyglądałam jak Debra z Dextera, moje dzieci miały grubsze łapki ode mnie. I mimo, że w zastraszającym tempie traciłam kilogramy moja czujność była uśpiona. W przeciwieństwie do bliskich. Mąż sam umówił mnie do lekarza. – Panie doktorze, nie wiem co się dzieje. Jem jak smok, na wieczór dopycham się chlebem i lodami, a rano i tak jest mnie mniej… – żalę się. Kiedy przeszłam już przez sito badań, które nic nie wykazały, zapomniałam o lekarzu i o całej sprawie. Ale waga nie zapomniała. Wróciłam. – Dziwna sprawa. Czy miała Pani jakieś stresy….? – padają kluczowe pytania. – No, niby miałam bo…. – wymieniam, ale zaraz oponuję i prostuję – Ale ja ze wszystkim dałam radę! Poradziłam! – podkreślam wykrzykując, o co mnie on, u diabła, podejrzewa? – myślę z oburzeniem a litość w jego oczach je jeszcze podsyca i dolewa oliwy do ognia. Współczucie mnie rozjusza. – Nie może Pani chudnąć. Dam Pani skierowanie do szpitala – słowa te leją mnie po pysku. Co za świństwo! – Panie doktorze! – ratuję się jak potrafię – Ja nie mogę iść do szpitala. Nie wystarczy, że chorują inni? Jestem im potrzebna! Nie mogę mieć fixum dyrdum! – mój bunt i rozpacz odbija się od ściany. – Jakie fixum dyrdum?! – słyszę oburzenie – Pani Izo! Depresja to normalna choroba. Pani też ma prawo zachorować. Skieruję Panią do psychiatry. Nie obejdzie się też bez psychoterapii! – Psycho co?! – kurwa, ja pierdolę! Jak ja się znalazłam w takim położeniu? Kiwam głową na odczepnego. I znikam. Teraz już naprawdę. Ciąg dalszy nastąpi.