Jest taka dziedzina życia, która od czasu do czasu daje się nam we znaki. Ale właśnie tak bym ją nazwała. Domowy terroryzm. Moi mili, albo raczej w tej chwili moje miłe. Czy wiecie jak nazywa się nieprzyjemna sytuacja, gdy ktoś znienacka przyłapie naszą twarz bez makijażu? To jest NAPAD! Czasami zdarza się niezapowiedziane WTARGNIĘCIE do naszej chaty, gdy jest nieposprzątana. Jakby tu nazwać niezręczny moment, gdy ktoś z naszych znajomych, niby przypadkiem zajrzy przez płot i zagai, gdy akurat opalam się z browarem w ręku, na beztroskiej bańce? Czy to nie jest WŁAM? Jak potraktować telefon od przyjaciela: – Iza, w który weekend robisz urodziny? – Normalnie WYMUSZENIE. – Iza, pożycz mi… – ROZBÓJ! Gdy szef rano wetknie kartkę za wycieraczki służbowego samochodu z tekstem: – Iza, zadzwoń, jak się już obudzisz! – To już PODŁOŻENIE BOMBY! Gdy szef dzwoni znienacka z informacją: – Iza gdzie jesteś? Popracuję dzisiaj z Tobą, a mój szef ze mną. Spodziewaj się nas obu. – Czyż to nie jest ZAMACH?! A czy to nie GWAŁT, jeśli mąż w moim imieniu umawia mnie na wizyty kontrolne do lekarzy, a ja wcale nie mam na to ochoty? Wiem, wiem. Taki terroryzm jest pożyteczny. Zdarza się, że inni wiedzą lepiej, co jest dla nas słuszne. Dziś jestem wdzięczna za wiele ataków terrorystycznych na mnie. Zanim wyszłam za mąż podkreśliłam wszystkim dookoła, że uroczysta pompa, to nie dla mnie. Wystarczą mi świadkowie i cześć. Moje przyjaciółki ani trochę nie potraktowały tego wyznania na poważnie. Okazały się odporne na aluzje. Same wyniuchały termin i w głębokim poważaniu mając moje zdanie przyleciały do Urzędu Stanu Cywilnego by być ze mną w tak ważnym momencie. Dzisiaj ze wzruszeniem na twarzy oglądam te chwile uwiecznione na zdjęciach. Kocham Was bardzo i dziękuję Wam za to!